Skrawki

WIERSZ O EMIGRANCIE
Gdy szedł na dworzec, był smutny.
Nie wiedział, co czeka go dalej
Dzień dobry, a nie, ten dzień brzydki i chmurny,
Jak twarz tej kobiety, zmęczonej i starej.
Widział to miasto ostatni raz w życiu.
Miał nadzieję, że będzie to kłamstwo
I może we wrześniu, a może w styczniu
Zobaczy jeszcze raz swoje miasto.
Pociąg w odległość, a tam tylko samotność,
Ale wybór nie zależał od niego.
To był protest, wyrażał niezgodność,
Ale każdy tylko się śmieje.
Los – rzecz trudna, nawet filozoficzna.
Ktoś w niego wierzy, ktoś może nie wierzy.
Dla innych w ogóle jest rzeczą komiczną.
Teraz nasza kolej – dziś my się śmiejemy…
Oni mówią, że jesteśmy złodziejami.
Każdy, oczywiście, ma własną opinię,
Ale mówcie dalej, zgodnie z własnym myśleniem
Uważacie, że życie was kiedyś zabije.
Zabije? Naprawdę nie wiecie?
Dlatego, że słowa wasze są śmieciem.
Nie my decydujemy emigrować czy nie,
A od pieska mordercy, który ręce nam tnie.
Wyrzucił nas z domu, zabrał naszą wolność.
Coś zrobić z tym to już nie nasza zdolność,
Bo wolność, którą tak bardzo chcemy mieć
Dla nas to ruina, dla nas to śmierć.
Kula w głowie, w sercu lub w duszy młodej
Rozstanie się z ciałem na ziemi tej chłodnej.
Ale jeszcze chcemy żyć, więc nie mamy wyboru.
Martwi z wolnością lub „tam” bez terroru.
Redakcja Izabela Kowalik
Grafika Ilja Trochanowski
