Grafika z prawej strony przedstawiająca logo europejskiego miasta nauki katowice 2024, tekst Miasto Region Akademia Grafika z prawej strony przedstawiająca logo europejskiego miasta nauki katowice 2024, tekst Miasto Region Akademia
Strona główna 9 Poezja 9 JAK TAM, MOLE?

Skrawki

JAK TAM, MOLE?

utworzone przez 

W Molowni chemicznej i wzorzystej siedzi parę moli,
co obiektów elementarnych mają tyle jak na roli
masę gatunków kwiatów, gryzoni czy topoli.

Ubrane w garnitury i binokle siedzą na chemicznych krzesłach:
futurystycznych, miękkich i eleganckich, niepoznanych przez nas.
Molik-Węgielek się odezwał: „Może by tak w końcu, mówiąc o was –
i tutaj wskazał palcem na pierwiastki chemiczne, skryte i przerażone jak raz
wtedy, gdy musiały stać w szeregu i być nazywane przez Mendelejewa raz po raz –
zaczniecie z nami współpracować, zanim pipetą rozdzielę was na raz?”

Ze strwożonej grupy wyszedł na plan pierwszy Chlor i jął mówić cieniutkim głosikiem:
„Moliku-Węgielku, wybacz za nasze spóźnienie, ale tydzień temu napisałem do pana rysikiem, że możemy nie przyjść na czas, gdyż na co dzień jesteśmy wycinani przez uczniów nożykiem i przyklejani do zeszytów tak delikatnie, jak cichutko stąpający po liściach kapturek z koszykiem.”

Molik-Węgielek miał już niemalże krzyknąć, mówiąc, że to żadne wytłumaczenie,
kiedy podbiegł do niego Mol-Sód – zestresowany, lecz miało to swoje znaczenie.

Otóż od dni paru, a nawet tygodni, podnosi sztangi atomów,
malusieńkich, lekkich – choć mniemanie ma takie, jakby podnosił kilka domów –
solidnych, ciężkich dla różnych mięśni jak przeczytanie biografii Curie kilka tomów.

I właśnie tego dnia, pełnego problemów organizacyjnych w Molowni,
Mol-Sód zaczął się stresować w obawie, że nie poćwiczy według własnej woli,
i nie uwydatni swoich małych „molików”, i nie osiągnie harmonii.

Jął więc mówić szybko i bardzo niewyraźnie: „Moliku-Węgielku, wybacz, że przeszkadzam,
aczkolwiek był u nas fizyk, Amedeo Avogadro. Oburzony powiedział, że mu nie dogadzam.
Wybałuszyłem oczy i zdjąłem binokle, bo nie wiedziałem, o czym on gada.

Powiedziałem mu skromnie, wiesz, ten mój znany żarcik – że nie wiem, o jakiego mu chodzi gada.

I wtedy krzyknął…”

Na Jowisza!” – ryknął w zamian, jakby dopełniając wypowiedź, Molik-Węgielek.
„Ty gamoniu, ty, ty… – mówił barwnie – on był w tej sprawie o tlenek!
Znaczy się… mieliśmy mu jakby rozłożyć, jakby… nieważne, mówił coś jeszcze?”
Kiwnął głową na znak zgody, przetarł molikowe czoło z potu, że aż poczuł wszędzie dreszcze.
„Dokładnie, po «Jowiszu» powiedział następujące słowa: «jesteście mi coś winni, leszcze!
Wasza liczba obiektów elementarnych nie ma pięknej nazwy – szybko to streszczę:
wiele lat poświęciłem nauce, a także wam, bez żadnej nagrody, więc się zemszczę!
Piękną liczbę, bo 6,02 · 10²³, nazwiecie na moją cześć, by każdy mnie pamiętał
i nikt mej pracy nie podeptał!”

Przerażenie błysło przez ciało Molika-Węgielka. Spytał: „I co żeś mu odpowiedział?”
Uśmiechnięty Mol-Sód szczerze powiedział: „No jak to co? Zaoponowałem, żeby się dowiedział,
czy przypadkiem nie zgubił się w naszym biurze, a przy okazji, poprosiłem go, żeby poleciał
na parter po kubek ciepłego kakao, a potem z powrotem do nas wleciał.
A także, żeby…”

Nie minęło 10 sekund, ba, nawet 7, kiedy Molik-Węgielek pobiegł do laboratoryjnego stołu,
przebierał wzrokiem we wszystkich szufladach, szukał energicznie jakiegoś zespołu
narzędzi mocnych, które potowarzyszyłyby mu pospołu
ukarać Mola-Sodu, żeby nie zdążył zjeść matczynego rosołu.

Krzyknął, cały czerwoniutki: „Teraz to się doigrałeś! Zapamiętasz na wieki
wygląd tejże łopatki! Chodź no tu! Niestraszne mi twoje lęki!”

I z impetem rzucił się na Mola-Sodu, poprawiając ciągle binokle i machając łopatką na lewo, na prawo,
gdy oponent, przerażony jak nigdy, biegł szybciej niż kiedykolwiek, niż przysługiwało mu molikowe prawo.

Pędzili między krzesłami, pierwiastkami,
nawet minęli Avogadra, który przyniósł kakao z ciastkami,
gnali, skakali, latali, jakby trenowali to latami, nieustraszeni żadnych konsekwencji.

Niestety, moi kochani,
nadszedł koniec owej historyjki;
mam nadzieję, że jesteście wypchani
po same brzegi wiedzą o binoklach i niezmachani
pracą umysłową na polu pełnym tekstów o molu!

Niechże bohaterowie powyższego wiersza pozostaną wam w pamięci
i humorystycznie posłużą do chemii – miejcie tylko chęci!

Redakcja Mateusz Worek
Grafika Emilia (Tosia) Suszek