Grafika z prawej strony przedstawiająca logo europejskiego miasta nauki katowice 2024, tekst Miasto Region Akademia Grafika z prawej strony przedstawiająca logo europejskiego miasta nauki katowice 2024, tekst Miasto Region Akademia
Strona główna 9 Proza 9 LI-NIA ŻYCIA

Skrawki

LI-NIA ŻYCIA

utworzone przez 

Był piątkowy wieczór. Spokojny i jakże mglisty. Grzegorz przymierzał się do drugiej tego dnia drzemki, ze spokojem układając głowę na poduszce. Na słuchawkach miał nową piosenkę Linkin Park, której brzmienie zagłuszało natłok nieznośnych myśli.

Zapytacie: jak można spać przy takiej muzyce? A no tak.

Nagły trzask wyrwał Grzegorza z półsnu. Otworzył oczy i zastopował playlistę. Znowu igrał z panującą w domu ciszą. Gładką i grubą ścianą albo dźwiękoszczelną szybą oddzielającą go od rzeczywistości. Tej sceptycznej i do złudzenia mętnej jak sen.

Może jego starszy brat wrócił wreszcie do domu? To by tłumaczyło pełne dramatyzmu trzaśnięcie drzwiami niespełnionego aktora.

Grzegorz wychylił się zza powykrzywianej framugi swojego pokoju. Zastygł. Nie od razu dotarło do niego, że miejsce, które przed sekundą tak pewnie nazwał w głowie swoim, wcale do niego nie należało. Zaciekawiony, ignorując narastającą w piersi panikę, podążył w dół wyłożonych brązową boazerią schodów. Dom sprawiał wrażenie wiekowego, doświadczonego przez życie jak ludzie uśmiechający się ze zdjęć ustawionych na komodzie. Uczyniono z niej strażniczkę holu. Zdradliwą bardziej niż czas.

Grzegorz intuicyjnie wszedł do pierwszego pomieszczenia po prawej. Już jako dziecko uczono go, aby zawsze trzymał się tej strony. Dlaczego? Odpowiedź zapewne siedzi w każdym z nas. Schowana jak stara moneta w głębi zimowej kurtki, która dostała się do jej czeluści przez pieczołowicie drążoną dziurę w kieszeni. Dar prosto z rąk długich, zimowych nocy, uzurpatorów ciepła ludzkiego ciała.

Odgłosom kroków samego zainteresowanego odpowiedziała – ponownie, aż do znudzenia – głucha cisza. Słabe światło tego dnia sprawiło, że nie od razu dostrzegł nieregularny kształt za szezlongiem. Podszedł bliżej, żeby napotkać spojrzenie należące do obcych oczu. Błękitnych i równie nieruchomych, jak ciało ich właścicielki. Grzegorz nigdy nie widział piękniejszych. Ale te takie były. Niepoprawnie idealne.

Robiąc krok w tył, mężczyzna upuścił słuchawki, które wciąż trzymał w dłoni. Pochylił się, by je podnieść i odruchowo zaczął nawijać linkę wokół palców. Weszło mu to w nawyk, odkąd pierwszy raz jechał zatłoczonym tramwajem, a obecność obcych i pełnych nieufności spojrzeń wywołała w nim falę dreszczy. Tych z rodzaju niechcianych.

Przydługi kabel doskonale zakręcił się wokół porcelanowej skóry. Był obietnicą spokoju dla pewnej bardzo niespokojnej duszy. Nie-spo-koj-nej. Obce, ale wcale nie-obce dłonie rytmicznie dociskały pętlę. Zduszony szloch przypominał solówkę na basie stale niedocenianą przez głuchą publikę. 

Nie było krwi, która splamiłaby jego ręce. Tylko łzy, ale one pozostały przezroczyste.

Redakcja Kamila Mendrok
Grafika Ilja Trochanowski