Skrawki

Historia zaginionego kichnięcia
Dzień dobry, przepraszam bardzo, czy ma pan chusteczkę? O dziękuję, coś strasznie mnie kręci w nosie dzisiaj. To chyba sezon pylenia brzóz albo traw. A może czegoś innego? Wie pan może, co teraz pyli? Ach, przepraszam bardzo, mógłbym jeszcze jedną? Dziękuję, ratuje mi pan życie, naprawdę, a raczej nos. Jeszcze chwila, a poleci mi krew, tyle się już dzisiaj nakichałem.
Byłem rano w aptece, wie pan, straszna kolejka, chyba wszyscy mają teraz napad alergii. Na szczęście się nie nudziłem, bo za mną stanęła pewna ciekawa starsza pani. Wdałem się z nią w miłą pogawędkę dla zabicia czasu.
– Rano zaczęłam odczuwać to nieprzyjemne kręcenie w nosie – powiedziała. – Trąc swędzące oczy, usiadłam z mężem na balkonie, by napić się kawy w promieniach wiosennego słońca. W ten coś mnie w nosie połaskotało i już otworzyłam usta, aby głośno kichnąć, kiedy mój nieświadomy niczego mąż, powiedział „na zdrowie”. Kichnięcie jak się pojawiło, tak zniknęło! Spojrzałam na niego z przerażeniem, bo wie pan, jestem bardzo przesądna, a podobno, gdy tak się zrobi, to już nigdy się nie kichnie. Nie chciałam tracić czasu, bo to przecież sezon pylenia, a takie zagubione w nosie kichnięcie nie może być dobre. Kto wie, gdzie się ono podziało?! Pobiegłam więc czym prędzej na trzecie piętro, do mojej znajomej wróżki, żeby odczynić zły urok. Wpadłam do niej, do mieszkania. Strasznie było zagracone i pachniało tam kadzidełkami, od których jeszcze bardziej kręciło mnie w nosie, ale w dalszym ciągu nie mogłam kichnąć!
– To poważniejszy problem niż się wydaje, droga sąsiadko – powiedziała, wskazując mi miejsce przy nakrytym wzorzystą tkaniną stoliku. – Mój kuzyn przez to umarł. Od małego miał alergię na koty. Pech chciał, że poznał na studiach pewną dziewczynę. Od samego początku nie lubiłam tej dziewuchy. Po roku wprowadzili się razem do mieszkania, chyba po jej babce. Ona, oczywiście, przywiozła swojego kota. To był pers, tak mi się wydaje. Mały i puchaty, ze spłaszczonym pyszczkiem. Jego kudły unosiły się w powietrzu. Strasznie się o to pokłócili.
– Przecież mówiłem ci, że mam uczulenie – krzyczał mój świętej pamięci kuzyn, przyciskając chusteczkę do nosa. – Będę ciągle kichał. Mam takiego kolegę, który kiedyś, nie wiedząc, że ma alergię na orzeszki, zjadł kanapkę z masłem orzechowym. Przez tydzień leżał w szpitalu, bo zaczął się dusić i prawie zszedł. Chcesz, żebym skończył tak samo?
– Nie pozbędę się Marcela tylko dlatego, że masz jakąś alergię – obruszyła się. – Idź do lekarza, niech ci przepisze leki, a jak ci się nie chce, to proszę, kichaj sobie do woli, od razu mówię ci „na zdrowie”.
– Przez to jedno zdanie biedak już nigdy nie kichnął. Ciągle tylko chodził i pocierał nos. Aż żal było na niego patrzeć. Trwało to chyba z tydzień, aż pewnego ranka dostałam telefon od mojej ciotki, jego matki, że Adam zmarł dzisiaj rano, w swoim własnym łóżku, nie wiadomo dlaczego. Podobno ten przeklęty kot siedział przy nim i jeszcze się uśmiechał! W każdym razie, droga sąsiadko, kup w sklepie zielarskim białą szałwię i okadź nią całe mieszkanie, a w szczególności siebie i męża. Szałwia jest najlepsza na złe uroki.
– Pobiegłam zatem do sklepu zielarskiego. Cała ta opowieść jeszcze bardziej mnie przestraszyła. Wie pan, jestem jeszcze całkiem młoda, przed sześćdziesiątką nie zamierzam wybierać się w zaświaty. Wpadłam tam zdyszana i zaczęłam nieskładnie tłumaczyć ekspedientce, co się stało. Wyglądała na zdziwioną, a potem przeprosiła mnie i powiedziała, że na ten moment skończyła im się biała szałwia, a dostawę mają dopiero w przyszłym tygodniu. Tamten chłopak umarł po tygodniu od zaginięcia kichnięcia! Nie mogę tyle czekać, dlatego przyszłam tutaj. W aptece w końcu też mają zioła. Widzi pan, teraz mnie to bawi, wszyscy tutaj narzekają na alergie i cieknące nosy, a ja marzę tylko o jednym kichnięciu.
Musi pan przyznać, że to fascynująca historia. Trochę mnie dzisiaj pocieszyła, bo ja, jak widać, nie zgubiłem nigdzie żadnego kichnięcia. W każdym razie życzyłem tej pani wszystkiego dobrego… Nie no, oczywiście, że nie powiedziałem jej „na zdrowie”, to by było niestosowne. O proszę, to mój tramwaj. Wszystkiego dobrego panu życzę też, proszę dobrze pilnować swoich kichnięć!
Redakcja Julia Cichoń
Grafika Wero Łęska
